| ROZMOWA
Kardyna³ Joseph Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary: Musimy zahamowaæ upadek cz³owieka Aby ¶wiat nie wypad³ z rêki Boga
GRZEGORZ GA£¡ZKA Ksiê¿e kardynale, zwraca³ ksi±dz wiele razy uwagê, ¿e najwa¿niejszym problemem Ko¶cio³a katolickiego sta³ siê relatywizm. Mówi siê coraz czê¶ciej, ¿e nie da siê stwierdziæ, która religia jest prawdziwa. Gdzie widzi ksi±dz kardyna³ przyczyny takiej postawy? W jakim stopniu jest ona niebezpieczna? KARDYNA£ JOSEPH RATZINGER: Jednym z powodów jest z pewno¶ci± rozpowszechnienie siê ¶wiatopogl±du pozytywistyczno-technicznego. Sprawdzianem dla techniki s± eksperymenty. Metoda eksperymentalna sprawia, ¿e technika staje siê czym¶ godnym zaufania. I tak ta metoda, dziêki której technika odnosi wielkie sukcesy, wydaje siê w ogóle jedyn±, zdoln± gwarantowaæ pewne wyniki. Wszystko, czego tylko nie da siê dowie¶æ za pomoc± tej metody, wydaje siê niepewne. Wynika z tego, ¿e mo¿emy mieæ pewno¶æ tylko o rzeczach, które w jaki¶ sposób nale¿± do dziedziny tego, co materialne i techniczne. Wszystko inne by³oby zatem subiektywne, niepewne. Wtedy wiele konkuruj±cych ze sob± religii i filozofii mo¿e wydawaæ siê tylko dalekimi odbiciami jednej, w ostatecznym rachunku nie daj±cej siê uchwyciæ, prawdy. Taki sposób rozumienia jest czym¶, co narzuca siê cz³owiekowi w dzisiejszym ¶wiecie opanowanym przez metodê naukow± i technikê. Dochodzi do tego jeszcze prze¶wiadczenie, ¿e wiara w istnienie prawdy czyni nietolerancyjnym. Je¶li kto¶ wierzy, ¿e pozna³ prawdê i chce jej broniæ, to jest on - tak siê mówi - nietolerancyjny wobec innych prawd. Zgodnie z takim rozumieniem, chrze¶cijañska wiara w prawdê objawienia jest w³a¶ciwie antydemokratyczna. Wydaje siê, ¿e czyni ona tolerancjê czym¶ niemo¿liwym. Ten, kto chce byæ demokrat±, musia³by zatem przyjmowaæ, ¿e wszelkie poznanie jest relatywne. Tak wiêc my¶l o istnieniu obiektywnej prawdy staje siê czym¶ podejrzanym i nie do przyjêcia z tych dwóch powodów: z jednej strony wynika to z przyjêcia metody naukowej i naszego ¿ycia ukszta³towanego przez technikê, z drugiej z naszego pojêcia tolerancji. Niebezpieczeñstwo relatywizmu polega na tym, ¿e wydaje siê on tak jasny i tak bliski dzisiejszym ludziom. Jednak jego przyjêcie oznacza, ¿e odpowiedzi na wszystkie wielkie pytania ludzkiego bytu - pytanie o sens ¿ycia, o ¶mieræ, o Boga, a tak¿e kwestie etyczne - staj± siê czym¶ arbitralnym i dowolnym. A gdy odpowiedzi na wielkie pytania etyki s± czym¶ dowolnym, gdy te pytania nie znajduj± ¿adnej wspólnej odpowiedzi, cz³owiek znajduje siê w niebezpieczeñstwie. W tej mierze relatywizm zagra¿a nie tylko naszej wierze, która staje siê tylko jedn± odmian± w¶ród wielu ¶wiatopogl±dów, ale tak¿e moralnej wiêzi ³±cz±cej ludzko¶æ. Chcieliby¶my pog³êbiæ to pytanie. Mo¿na dzi¶ czêsto us³yszeæ, niekiedy twierdz± tak nawet niektórzy biskupi katoliccy, ¿e wszystkie wielkie religie s± prawdziwe, a religia chrze¶cijañska stanowi tylko najkrótsz± drogê do Boga. Co s±dzi ksi±dz kardyna³ o takiej postawie? W ¿adnym razie nie mo¿na powiedzieæ, ¿e wszystkie religie s± prawdziwe. Raczej: we wszystkich religiach, albo w wiêkszo¶ci religii s± - obok aspektów b³êdnych i w±tpliwych - elementy prawdy. W tej mierze religie nie tylko w jaki¶ sposób zbiegaj± siê ze sob±, ale te¿ nios± w sobie wewnêtrzn± dynamikê ku wierze chrze¶cijañskiej. Powtórzê: religie nie s± ani zupe³nie prawdziwe, ani zupe³nie fa³szywe; znajduj± siê w nich, w bardzo ró¿nym stopniu, tak elementy prawdy, jak i fa³szu. Bowiem religie pochodz± w czê¶ci z naturalnego objawienia. Cz³owiek nie sta³ siê przecie¿ zupe³nie ¶lepy na Boga; jako katolicy nie uwa¿amy, ¿e grzech pierworodny spowodowa³ ca³kowit± ¶lepotê i absolutne zniszczenie. Wci±¿ jeszcze Bóg mówi w cz³owieku. Tak wiêc w religiach mo¿emy odnale¼æ to pierwotne ods³oniêcie siê Boga, chocia¿ jest ono w ró¿ny sposób zaciemnione. W tym sensie zatem, uwa¿am, nie wolno traktowaæ religii jako po prostu zamkniêtych w sobie istot, ale trzeba na nie patrzeæ jako na realno¶ci dynamiczne. To znaczy z jednej strony, ¿e pochodz± one od Stwórcy, ale z drugiej strony - czekaj± na pe³niejsze objawienie. Widzimy, ¿e przez zniekszta³cenia, pochodz±ce z grzechu, odbija siê w religiach w pewien sposób prawda Stwórcy. Ale te¿ one same wskazuj±, ¿e s± czym¶ niewystarczaj±cym i ukrywaj± w sobie oczekiwanie na Zbawiciela, które ostatecznie jest oczekiwaniem na Chrystusa. Ksiê¿e kardynale, ksi±dz mówi teraz o ró¿nych religiach w sposób abstrakcyjny. Czy jednak móg³by nam ksi±dz kardyna³ pokazaæ dok³adniej, jak to rozró¿nienie elementów prawdziwych i b³êdnych ma wygl±daæ? We¼my na przyk³ad hinduizm lub buddyzm, które to religie sta³y siê popularne na Zachodzie, tak¿e w Polsce. Dobrze, we¼my na przyk³ad pod uwagê hinduizm, który stanowi zbiorcz±
nazwê dla ró¿nych religii. Znajdziemy tam miêdzy innymi naukê o awatarach,
o zst±pieniach Boga. W mitach krysznaickich znajdziemy ca³kiem zdumiewaj±ce
przygotowanie do tajemnicy Chrystusa. Pozwala to rozpoznaæ w nich pragnienie,
têsknotê, przeczucie Chrystusa. Pozostaj± one jednak tylko marzeniem. Marzeniem,
które nie znalaz³o jeszcze swego wype³nienia. Tak wiêc mo¿na, s±dzê, bardzo
dobrze zobaczyæ, do jakiego stopnia w³a¶nie w tej my¶li o awatarach znajduje
siê niebezpieczeñstwo: cz³owiek nie chce ju¿ Chrystusa i czyni z niego
kolejny awatar, jedn± z wielu epifanii bosko¶ci. A wiêc z jednej strony
nadzieja, têsknota i droga, z drugiej - niebezpieczeñstwo. Albo przyjrzyjmy
siê zjawisku bhakti, idei mi³o¶ci, która ma wa¿ne miejsce w znacz±cych
pr±dach hinduizmu. Hindui¶ci zbli¿aj± siê tu do chrze¶cijañskiego przykazania
mi³o¶ci, mog± jednak te¿ ulec pokusie, wyobra¿eniu, ¿e nie potrzebuj± ju¿
Chrystusa. Albo niech panowie - w przypadku buddyzmu - zwróc± uwagê na
pragnienie przezwyciê¿enia granic w³asnego ja, na pragnienie zjednoczenia
siê z podstaw± ¶wiata, a wiêc na tendencjê, za spraw± której cz³owiek zostaje
wyprowadzony z tego, co czysto empiryczne. To tu budzi siê w nim têsknota
za zetkniêciem siê z Bogiem. Jednocze¶nie mo¿e tu znikn±æ oblicze Boga
osobowego. Ba, z powodu buddyzmu cz³owiek mo¿e broniæ siê przed Bogiem
osobowym, tak jakby wiara w niego by³a antropomorfizmem, a wiêc warto¶ci±
przedostateczn±. Tak wiêc droga do Chrystusa mo¿e siê tu albo otworzyæ,
albo zamkn±æ. W mahayanie znajdujemy etykê wspó³czucia, w której znowu
mo¿emy odnale¼æ elementy prowadz±ce do Chrystusa. Tak wiêc, gdy dok³adniej
wejrzymy w istotê religii, zobaczymy co¶ podwójnego: zranienie przez grzech,
brak, ale tak¿e {¦4ïI¹·‹Ã0ýé%(à\ê£ u/Òa®+&Ì,¹b¹óÛJiBRÏ•k±Ê?©�B䆲ßye@lÁ¥Ùva¤Áòÿ`«’_I>:. j"RåÚ(Ÿï å¥M7²Ò¿¦f0¨2wÒ}s°þ»ÁgÃhdݰíÐ:÷ÙûÚ²s\Ý á…OOP"ú“$—÷þ¦,¦Q¿Þ±–ÚÄäUžGòˆ{¢ˆ*;xþª�4ï¦w˜FÞ\ÿk)K/_ |